środa, marca 18

Rozdział 1

Obudziło mnie wschodzące słońce. Wstałam, przeciągnęłam się. Mój wzrok spoczął na ławce na której spałam. Kątem oka zauważyłam śpieszących do pracy ludzi, słyszałam ich myśli - jest to jednocześnie niezwykły dar, ale także moje przekleństwo.
Skierowałam się w stronę kawiarenki, kawa powinna mi dać porządnego kopa.
Zamówiłam cappuccino, gdy tylko kubek z pyszną kawką znalazł się w moich dłoniach rozglądnęłam się po sali w poszukiwaniu miejsca. Ujrzałam wolny stolik w ciemnym kącie pod ścianą, ruszyłam w jego kierunku. Gdy już usiadłam zorientowałam się, że nie jestem sama. Po drugiej stronie stoliku siedział nieznajomy. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy to dorosły mężczyzna, czy chłopaczek, twarz miał skrytą pod kapturem. Ledwo wybełkotałam przeprosiny i grzecznie zapytałam się, czy dalej mogę tu siedzieć. Nieznajomy milczał, lecz po kilku minutach odwrócił się w moją stronę i ledwo zauważalnie skinął głową. Szczerze mnie zainteresował, skupiłam zmysły w celu wyczucia jego myśli. Nic kompletnie. Pustka. Dosłownie wlepiłam w niego wzrok, z każdą minutą moje zainteresowanie względem nieznajomego rosło. Zwrócił swoją głowę w moim kierunku. Zmieszałam się i wstałam wpatrując się w kubek, nie wypiłam do końca kawy.
- Gdzie idziesz? - usłyszałam od nieznajomego.
Tym razem mnie zaskoczył, jego ton głosu był taki twardy, jeśli oczywiście można to tak nazwać. Zerknęłam na niego, zauważyłam kawałek włosów wystających z kaptura, wcześniej nie zwróciłam na nie uwagi.
Machnął mi ręką przed oczami, a ja jak zahipnotyzowana patrzyłam się dalej. Pomiędzy jednym machnięciem ręką a drugim dostrzegłam lekkie poruszenie tóż za jego plecami. Czyżbym miała do czynienia z aniołem? Z powrotem usiadłam.
- Jesteś aniołem... - wyszeptałam niemal pewna tego co mówię. Albo przyzna mi rację, albo mnie oleje, albo okaże się zwykłym człowiekiem i mnie wyśmieje, trudno, warto podjąć ryzyko, potrzebuję jakiegoś anioła do pomocy, sama nie dam rady kontrolować swoich nadprzyrodzonych mocy.
Nieznajomy ponownie zwrócił swój wzrok na mnie. Nadal nie widziałam jego twarzy.
- Chodź za mną... - miałam wrażenie jakby mówił mi to w myślach, może rzeczywiście tak było.
Wstał, a ja zaraz za nim. Wyszliśmy z kawiarenki, a on udał się do jakiejś ślepej uliczki. Z zaciekawieniem wpatrywałam się w dziwny rytuał jaki odprawiał przy wysokim murze. Cegły rozstąpiły się, ukazało się wąskie przejście. Machnął ręką pokazując mi, abym szła za nim. Weszłam w tunel. Było tam ciemno, zupełnie nic nie widziałam. Przyśpieszyłam kroku i złapałam go za bluzę, wtedy też wyczułam skrzydła, ale jakieś o wiele, wiele mniejsze od anielskich. Zaraz, zaraz. Czyżby to był diabeł?
Puściłam go natychmiast i cofnęłam się kilka kroków w tył. Diabły częściowo pomagają Aniołom-buntownikom, ale jest to zupełnie oddzielna rasa. Żaden Anioł pod żadnym pozorem nie może dotknąć Diabła - jak głoszą legendy - każdego kto to uczyni spotka fala nieprzyjemnych zdarzeń, ześlę na siebie klątwę. Odwrócił się do mnie próbując złapać mnie za ręce, ale oddaliłam sie jeszcze bardziej.
- Spokojnie, nic się tobie nie stanie, nie jesteś niebiańską istotą.
No fakt, jak mogłam o tym zapomnieć! Jestem człowiekiem z mocami anielskimi, więc nic mi nie będzie chociaż i tak dla pewności wolałam stać conajmniej metr dalej od niego. W końcu był dla mnie obcy. Nie widziałam jego twarzy, sprawiał wrażenie osoby bardzo tajemniczej.
Zbliżył się jeszcze bardziej.
- Słuchaj mała, wiem coś o tobie, a nasze spotkanie to nie przypadek, więc radzę trzymać się blisko mnie i podążać za mną. - tym razem wyczułam mnóstwo chłodu w jego głosie. Zadrżałam na myśl o okropnych torturach jakie zaraz mnie spotkają, wiem, mam bujną wyobraźnie choć nigdy nic nie wiadomo.
Podążyłam za nim nadal trzymając się przynajmniej ten metr od niego.
Wyszliśmy na ogromny plac. Szczerze powiedziawszy nie byłam nigdy w tej części miasta. Po prawej stronie znajdował się szereg przeróżnych kolumn i ludzie, którzy oglądali je z widocznym zaciekawieniem przyglądając się każdemu, nawet najmniejszemu, szczegółowi. Zaś po lewej był ogromy budynek. Swoim wyglądem przypominał pałac, lecz wątpię by nim był. Nie zważając na nieznajomego podeszłam bliżej owego budynku. "Wielka Biblioteka Publiczna" jak głosił napis na drzwiach, muszę się tam kiedyś wybrać. Chłopak jednak pociągnął mnie za rękę w swoją stronę. Miałam w głowie mnóstwo myśli, jedną z nich była chęć zaufania obcemu. Gdzieś tam w głębi czułam, że jednak mogę mu ufać, to naprawdę głupie uczucie.
W końcu wyszliśmy z tego placu, a ja nie miałam już czego podziwiać, weszliśmy do parku, zaczęło się powoli ściemniać. Zaraz, zaraz... Tak szybko minął dzień?
Spojrzałam ku górze, niebo mieniło się różnymi odcieniami pomarańczu i czerwieni, słońce zaczęło zachodzić, szarpnęłam chłopaka za rękaw, odwrócił się gwałtownie w moją stronę.
- Daleko jeszcze? - spytałam z nadzieją, że to już blisko.
- Tak. - odparł obojętnie i znowu ruszył. Ledwo go doganiałam, szybko szedł.
W sumie po co ja mam za nim iść? I co on takiego może o mnie wiedzieć? Ah, no na pewno nic czego ja bym nie wiedziała, a oleję go. Zawróciłam i skierowałam się w przeciwnym kierunku, ale jakaś magiczna siła zaczęła mnie przyciągać.
- Ej co jest? Co ty robisz?
Obcy milczał. Przyciągnął mnie tak blisko, że znajdowałam się zaledwie jakieś 20 centymetrów od niego. Rzuciłam się na niego z pięściami, ma mnie do cholery zostawić. A on odwrócił się spokojnie. Spokojnie... pf. Zaczynam się powoli zastanawiać czy jest coś co wywrze na nim jakiekolwiek zdziwienie, pobudzi jego emocje, bo jak widać nie potrafi ich okazywać.
- Dasz mi spokój? - spytał spokojnie.
- Nie, dopóki mi nie wyjaśnisz co tu się dzieje.
- Ach... - machnął lekceważąco ręką - dowiesz się w krótce, bez potwierdzenia Rady Starszych nie jestem w stanie udzielić ci żadnych informacji. - znowu odwrócił się do mnie plecami. Mam wrażenie, że to wszystko dzieje się zbyt szybko, nie rozumiem ani jednego jego słowa. Naszła mnie pewna myśl. Szarpnęłam go za kaptur.
Teraz się lekko wściekł.
- Co ty chcesz!?
- Nie uwierzę ci dopóki się nie pokażesz. - powiedziałam stanowczo co najwidoczniej go rozbawiło. W ogóle nie przejął się moimi słowami, pf... dupek.
- Ach tak chcesz się bawić? - zapytał nie kryjąc uśmiechu.
Założyłam rękę na rękę patrząc na niego obojętnie. Złapał mnie w pasie. Poczułam dziwne łaskotanie w brzuchu i dreszcze na ciele. Przyciągnął mnie bliżej i przekrzywił lekko twarz jakby chciał mnie pocałować, ale to były tylko pozory. Popatrzył się w moje oczy i natychmiastowo odwrócił. Stałam tam jak kretynka. Skompromitowana kretynka. Jak mogłam uwierzyć w to, że chciał coś zrobić? Nawet go nie znam, a mam już takie myśli. Trzeba będzie nad tym popracować. No cóż.
Ruszyłam szybko do przodu tym samym wymijając chłopaka. Czułam jego wzrok na sobie. Już po chwili biegłam przed siebie. Nie wiedziałam, gdzie jestem, nie wiedziałam, w którą stronę mam podążać. Ale jedno wiedziałam. Mam być jak najdalej od niego.
Już po chwili usłyszałam jego wołania. Moje serce przyśpieszyło, a ciało zalał pot. Odwróciłam się gwałtownie, zakręciło mi się w głowie, obraz zaczął się zamazywać. Widziałam tylko przyćmione światło słoneczne i jego twarz spoglądającą na mnie spod przymrużonych powiek. Widziałam zatroskanie w jego oczach. A potem tylko ciemność.

2 komentarze:

  1. Wytknę Ci jedynie dwa błędy, które mnie zrażają do czytywania książek. Nic osobistego, ale skoro piszesz, to pewnie chcesz, żeby robić to coraz to lepiej. ;)
    "wyśmieję", "oleję" - niepotrzebny ogonek, bo przez niego wychodzi, że to Ty tego nieznajomego olejesz czy wyśmiejesz, podczas gdy to miał zrobić on.
    "choć za mną" - między "choć" a "chodź" jest jednak różnica. ;>
    Nie przeczytałem całości, musisz mi to wybaczyć. Ale zwrócić uwagę na błędy zawsze warto.

    Miłego dnia.
    ~Cień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawię je i będę starała się z tym uważać. Zdarza mi się zapominać, dlatego bardzo dziękuję za zwrócenie uwagi.
      Pozdrawiam i również życzę miłego dnia! ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz.
Motywuje mnie on do dalszego pisania.