Obudziłam się nad ranem. Słońce dopiero co wschodziło. Otworzyłam ukradkiem oczy, a przede mną ukazały się nagie plecy mego towarzysza. Zapewniam, nic ciekawego tak najeść się wstydu. Jednak chłopak spostrzegł, że już nie śpię, ubrał się i ukucnął obok mnie.
– Wstawaj, mamy dziś trochę drogi. Musimy nadrobić to nasze wczorajsze leniuchowanie.
Patrzyłam na niego dłuższą chwilę aż zdezorientowany wstał.
– Wiesz co, tak teraz myślałem... bo ja w końcu nie wiem jak ci na imię.
– Selia, a ty?
– Mikey, Mikey Way, miło mi.
Uśmiechnęłam się lekko i wstałam.
– Jest coś do jedzenia?
– Jak sobie upolujesz bądź zerwiesz do będziesz miała jedzenie – Mikey widząc mój wkurzony wyraz twarzy roześmiał się i wyjął z kieszeni bluzy kawałek sporego liścia.
– Tylko taki prowiant mam przy sobie. Skosztuj, smak ma podobny do chleba. – niechętnie wzięłam od niego to zielsko – Mam jeszcze liście manuka do zaparzenia herbaty. Muszę nosić przy sobie coś co się szybko nie zepsuje, dlatego wszelkie mięso, czy owoce odpadają. No chyba, że będziemy mieli to szczęście i znajdziemy jedzenie po drodze. I jak ci smakuje?
– Całkiem – przeżuwałam starannie każdy kęs – Znośne.
– No cóż, będziesz musiała się przyzwyczaić – chłopak skierował się w stronę ściany bluszczu i odsunął roślinę tworząc przejście.
– Tak szybko wyruszamy?
– Jak już ci mówiłem, nie mamy czasu. Pójdziemy inną stroną, bardziej skrytą i zaciemnioną przez gęste korony drzew, nikt nie może nas zobaczyć.
– Yhym – skinęłam głową na znak zgody i potuptałam za nim.
Mój towarzysz szybko szedł nie zważając na wloknącą się z tyłu mnie. Ledwo co za nim nadążałam, gościu nieźle chodzi i ma naprawdę wyrobioną kondycję. Nagle się zatrzymał, a ja przez nieuwagę wpadłam na jego plecy.
– Cii, robisz hałas - szepnął – Coś tu nie gra. Ptaki okrążają okolicę w której się znajdujemy, to zły znak.
Nagle usłyszeliśmy coraz to głośniejsze zbliżające się końskie kopyta.
– Cholera, musimy się ukryć – złapał mnie za nadgarstek i wręcz wepchnął do małej dziupli znajdującej się w starym drzewie. Gdy się usadowiłam, wszedł za mną.
Z daleka pewnie nie było nas widać, niestety z bliska... Prawdę mówiąc nie była to najlepsza kryjówka, ale w zaistniałej sytuacji wydawała się niemal idealna na schronienie.
– Wyjaśnisz mi w końcu co tu się dzieje? – szepnęłam najciszej jak umiałam, a Mikey zatkał mi usta ręką.
– Ile razy mam ci powtarzać, że masz być cicho, abyś w końcu to zrozumiała i się do tego zastosowała? Nie powiem ci nic dopóki nie dostanę takiego pozwolenia. A teraz łaskawie zamknij tę buzię jeśli życie ci miłe i nie chcesz umierać.
Momentalnie czarne końskie kopyta stanęły na przeciw dziupli. Widzieliśmy je. Serce mi zamarło. Starałam się nie oddychać i nie wydawać żadnych dźwięków, jednak trudno, kiedy stres rozwala organizm od środka. Mój wzrok był cały czas skierowany na te konie. Chciałam zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Kopyta rumaków wręcz płonęły dając oślepiający biały blask. A ślady które zostawiały na ziemi były niczym rozżarzony żar. To na pewno nie zwykłe niegroźne znane mi koniki. Po dłuższej chwili, która dla naszej dwójki była wiecznością, jeźdźcy i ich zwierzęcy towarzysze odjechali. Jeszcze chwilę wraz z Mikey'em siedzieliśmy w bezruchu. Aż chłopak postanowił zabrać głos.
– Widzisz... Twoja paplanina sprowadziłaby na nas nieszczęście. To Pogromcy Ognia, jeźdźcy, którzy zabijają wszystko co stanie im na drodze. Powstali z popiołów, nie mają ani serca, ani duszy. Nie mogą więc umrzeć, ale też nie żyją. Są jednymi z czterech żywiołów. Pogromców jest trzech z każdej grupy. Razem tworzą Panów Ziemskich Darów, niezwykle niebezpieczne połączenie, bardzo trudno z nimi wygrać, o ile jest to w ogóle możliwe.
– Od kiedy się otworzyłeś na to, żeby mi cokolwiek powiedzieć?
– Nie marudź, skoro już ci mówię. Po prostu uznałem, że powinnaś to wiedzieć, gdybyś znowu chciała się pakować w kłopoty tak jak teraz.
– No co ty nie powiesz, ale skoro już taki otwarty na dyskusje jesteś to ciągnijmy ten temat, skąd o tym wiesz?
– Każda nadprzyrodzona istota o tym wie. Aż dziwne, że cię tego nie uczyli, to bardzo niemądre. Każdy Anioł podczas tej swojej śmiesznej ziemskiej misji może napotkać na to bardzo ciekawe wesołe towarzystwo. I co wtedy? Śmierć?
– To raczej ja cię powinnam o to zapytać. Nigdy o tym nikt nie wspominał. To dziwne... – Albo to przed tobą ukrywali – zaśmiał się.
– A jakie mieliby ku temu powody, hmm?
– Chociażby twoje gadulstwo i nie trzymanie języka za zębami w chwilach niebezpieczeństwa.
– Chyba mi nie odpuścisz, co?
– Nie, dopóki się nie nauczysz. Muszę cię bronić, a ty mi to psujesz.
– Jak to jest, że akurat to właśnie ty mnie bronisz i dlaczego?
– Hm, powiedzmy, że należę do takiej bardzo fajnej grupki. Od kilkuset lat. I nagle narodził się taki mały pyrtek jak ty zmieniając dużo w dotychczasowym świecie. I również tego samego dnia przydzielili mnie do ciebie. Coś tam, coś tam, przeznaczenie i te sprawy. Mam cię uczyć i chronić. Ale bez pozwolenia starych dziadków z tej bardzo fajnej grupki nie mogę nic zrobić.
– Mówisz o tym jakbyś wręcz nie chciał być w tej grupie i mieć mnie pod opieką.
– Powiedzmy sobie szczerze, jaka istota chciałaby się uganiać za dzieckiem od początku jego narodzin kiedy wokoło jest tyle ciekawych spraw? Dobra, wcześniej myślałem, że na tym będzie polegać moja praca, jednak się myliłem. Dlatego nawet teraz polubiłem to, bo czeka nas wiele niebezpieczeństw – kącik jego ust uniósł się znacznie do góry – Lubię niebezpieczeństwa. A ty jesteś wręcz zmuszona mi zaufać. Fakt, trochę to przykre, że nic nie wiesz, ale no cóż, nie ode mnie to zależy. Powinnaś wiedzieć od początku co jest grane, powinni cię od dziecka szkolić, ale stare dziadki twierdziły, że lepiej jakbyś miała normalne dzieciństwo, normalne prace, życie normalne jak każdy normalny i niewyróżniający się Anioł. Coś im nie pykło – zaśmiał się – Co do samej rady, nie powiem ci nic o nich. Moje narzekanie jest uzasadnione spędzonymi tam latami, więc i tak nie zrozumiesz.
Lekko zabolały mnie jego słowa o mnie. Od początku mnie nie chciał. Jestem dla niego problemem. A teraz liczy tylko na zwiększoną dawkę adrenaliny.
– Ugh, czemu to wszystko musi być takie skomplikowane – jęknęłam.
– Uwierz mi, nie jest. Świat jest prosty, tylko ty komplikujesz go sobie wmawiając to.
– Tobie to naprawdę łatwo mówić, nie żyłeś tak jak ja więc nie masz nawet prawa się wypowiadać na ten temat.
– Wyluzuj, Sel.
Pierwszy raz użył mojego imienia. W połączeniu z jego głosem znienawidzone przeze mnie imię brzmi wspaniale.
– Obraziłaś się, czy co? – spytał po dłuższej chwili milczenia – Nie wskazane jest obrażanie się w takiej sytuacji.
Popatrzyłam na niego wymownym wzrokiem. Nawet jeśli cała ta sytuacja była bardzo ciekawa to on w tym momencie był ostatnią osobą do której chciałabym się zwrócić z pytaniami. Zaczynał mnie powoli denerwować jego prosty sposób bycia.
– No i się obraziła – mruknął, ale po chwili się uśmiechnął i szturchnął mnie łokciem.
– Oj tam, lubię się z tobą droczyć. A teraz chodź, minęło sporo czasu. Pogromcy Ognia powinni być już daleko stąd... Mam taką nadzieję.
Dziwnym trafem jego uśmiech mnie uspokajał. Był czarującym lekiem na moje serce.
Nie, nie zakochuję się w nim. Po prostu... jego denerwująca osobowość jest niezwykle przyciągająca. I nawet jeśli się go nienawidzi to się go po prostu lubi, na swój sposób. Naprawdę nie wiem jak mogłabym to w tym niezręcznym momencie wytłumaczyć.
Po jakiejś chwili ruszyłam dupsko z ziemi. No... prawda taka, że ruszyłam się kiedy Mikey wyszedł, żeby przypadkiem nie zostawił mnie samej. Chłopak spojrzał na mnie, a następnie zilustrował otaczającą nas naturę. Nie było nikogo w pobliżu.
– Możemy ruszać panno obrażalska – skinął głową w moim kierunku.
Przez pierwsze minuty szliśmy w milczeniu. Mikey starał się nie dawać po sobie poznać, że denerwuje go ta cisza.
– Wiesz co... – zaczął – Ten las ma bardzo ciekawe znaczenie w historii.
Łał, podziwiam jego próbę zagadania, jednak musi się trochę bardziej wysilić, chyba, że trzyma asa w rękawie i jego opowieść o lesie przerodzi się w coś ciekawego.
– Tutaj rozgrywały się wszystkie najważniejsze bitwy – kontynuował – Jedną z nich była dosyć znana bitwa, opowiadana bardziej jako legenda. Zaczęło się od bardzo prymitywnej bijatyki, dwóch żołnierzy się ze sobą pokłóciło, byli dobrymi znajomymi, jednakże pochodzili z dwóch oddzielnych armii - a ich Panowie byli dla siebie wrogami. W końcu doszło do tego, że niegroźna sprzeczka przerodziła się w niebezpieczny konflikt pomiędzy potężnymi rodami. Jeden ród chcąc unieszkodliwić drugi zwołał podstęp. W nocy ktoś podrzynał gardło jednemu z żołnierzy wrogiego rodu i upozorował to na samobójstwo. Tak to trwało kilka dni, aż wyginęła cała armia. Nikt nie domyślił się kto tak naprawdę za tym stoi. Każdy myślał, że żołnierze wpadali w depresję wywołaną tą nieoczekiwaną bitwą i po prostu nie wytrzymując psychicznie kończyli swój żywot. Ich Pan, dowiedziawszy się o tym, sam popełnił samobójstwo z żalu i przekonania o odpowiedzialności za swoich ludzi. Jednak przed śmiercią, jako, że był bardzo bogaty, schował wszyściuteńkie kosztowności, aby nikt po jego śmierći go nie okradł. Po dziś dzień, po wielu poszukiwaniach nikt nie wie co się z tym stało, dlatego wielu przestało wierzyć w tę opowieść traktując ją jako legendę. Jednak ja wiem swoje – uśmiechnął się – Jeśli kiedykolwiek, po wszystkim już, zapragniesz odnaleźć te skarby daj znać, pomogę ci.
Szczerze powiedziawszy mało co go słuchałam, ale wsłuchiwać się w jego głos mogłabym godzinami.
– Eeeem, nie, dzięki, nie fascynują mnie takie poszukiwania.
– Czemu nie? Ciekawa przygoda.
– Ciekawą przygodę to mam teraz i prócz strachu takie przygody nie przynoszą nic więcej.
– Strachu? – Mikey zmarszczył czoło – Boisz się?
Kurde i po co ja to mówiłam? Sel, ugryźć się czasem w język, serio za dużo gadasz.
– Niee... Tak o się wymsknęło.
– Hej, mała, tu nie ma nic strasznego. Las jak każdy inny, no poza tymi wszystkimi niewyjaśnionymi morderstwami i zaginięciami... – popatrzyłam się na niego z szeroko otwartymi oczami, a chłopak się roześmiał – Tak tylko żartuję, nie bierz wszystkiego do siebie.
Głupek. Kopnęłam go w łydkę.
– Hej ej!
– No co? – odburknęłam.
– Ja tu się staram cię jakoś rozweselić, zainteresować, a ty nie wykazujesz nawet udawanego zaangażowania.
– Masz za swoje! – zaśmiałam się, a on już chyba totalnie zgłupiał od moich uwag. Szturchnęłam go lekko w bok – No o co ci chodzi? Tak tylko się droczę.
Mikey zaczął śmiać się razem ze mną. I tak jakoś wędrówka przez ten las nam zeszła. W końcu wyszliśmy na polanę. Rozciągała się niesamowicie we wszystkie strony.
Jak również momentalnie we wszystkie strony rozciągały się burzowe chmury.
– To nie wróży nic dobrego – szepnął mój towarzysz.
– Co masz na myśli?
– Tutaj wszystko co mroczne, ciemne i złe niesie ze sobą niebezpieczeństwo. Tutaj każdy nieproszony zwierzęcy gość, czy zmiana pogody to zły znak. Taka uroda tej ziemi.
– Byli już ci Pogromcy, co jeszcze nas czeka?
– Nie wiem, ale mam nadzieję, że chociaż zdążymy się ukryć. Pamiętasz jak wspominałem, że Oni na ciebie polują? No właśnie, masz odpowiedź, że coś NA PEWNO nas jeszcze czeka, pytanie co.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy komentarz.
Motywuje mnie on do dalszego pisania.